Może na zdjęciu tego tak nie widać, ale ten obrazek to feeria barw. Obrazek wyszyłam korzystając ze zbioru resztek muliny mojej mamy (niektóre są starsze ode mnie, ale jakość była super...) - jest to więc trochę "zbiór staroci", ale w tym dobrym znaczeniu :-). Wzór był czarno-biały (tzw. liczony) z kserówek (teraz to luksus korzystać z kolorowych wydruków) i pamiętam, że sporo wysiłku mnie kosztował i nawet prułam ze dwa małe fragmenty, bo mi kolor nie pasował... Polska mulina wtedy (a nie było to aż tak dawno przecież) nie była numerowana, a wzory nie zawierały dokładnego spisu kolorów (właśnie z numerami), a jedynie ogólne objaśnienia (brązowy jasny, brązowy ciemny itd.). "Schody" zaczynały się przy opisie "odcień łupku jasny" ;-) Pamiętacie jeszcze tamte wzory? :-)
Obrazek trafił w ramach prezentu do Mamy Mojego Męża (na oprawę była
zrzutka z rodzeństwem męża ;-) bo też pamiętam, że była droga) i choć w
niektórych poglądach się różnimy, to muszę przyznać, że takie rękodzieło
bardzo docenia :-) Poza tym wiem, że zawsze Jej się podobały obrazki (i
lubi bzy ;-)), a niewiele ich ma - zresztą, nawet ten mąż wieszał pod
nieobecność Taty, żeby nie widział, że "niszczy ściany" wiercąc dziurę
pod kołek ;-)
wtorek, 10 czerwca 2014
piątek, 6 czerwca 2014
Metryczki
Niedawno obchodziliśmy Dzień Dziecka i pomyślałam, że to dobra okazja, aby pokazać wam metryczki :-)
To starsze prace, ale dla mnie i obdarowanych mają wartość sentymentalną ;-)
Dwie pierwsze to metryczki dla moich Żabek :-) Oczywiście, jak zwykle przekombinowałam i różnią się wielkością, typem kanwy i passe-portout :-/ Kiedy urodziła się starsza, dziubdziałam sobie na bardzo drobnej kanwie. Przy Reni już nie miałam tego "luksusu", a że mam fioła na punkcie sprawiedliwości, to chciałam, aby metryczki były podobnej wielkości. Wybrałam mniejszy wzór, ale kanwę z większymi krateczkami... Tu przekombinowałam po raz pierwszy.
Drugi "grzech" to to, że w punkcie oprawy nie było takiej samej ramki (była w innym kolorze) i Pani "namówiła mnie" na passe-portout. Nie wiem, co mnie wtedy podkusiło, bo przecież chciałam, żeby metryczki były podobne...
Planuję zmienić oprawę tej mniejszej, żeby też miała passe-portout. Wtedy może proporcje obu będą zbliżone. Na przyszłość nie warto kombinować, tym bardziej, że do tej metryczki z króliczkiem były jeszcze dwa podobne wzory i byłaby seria. Wtedy jednak, przy dwójce małych dzieci i godzeniu opieki nad nimi z pracą i innymi obowiązkami nie widziałam dla siebie szans wyszyć większego wzoru niż tego misia. A przecież musiało być sprawiedliwie i nie do pomyślenia było dla mnie, żeby jedna córcia miała wyszytą metryczkę, a druga nie...
P.S. Nie wiem dlaczego wyszyłam tak "oficjalnie" - Kinga, a nie np. Kinia. Wtedy chciałam, żeby za parę lat, jak podrośnie, nie wstydziła się wieszać tego obrazka u siebie w pokoju ;-)
Przy Reni nie mieścił mi się napis równie "oficjalny" - Renata. Poza tym zawsze mówiliśmy "Renia" i mi nie pasowało...
Mam nadzieję, że moje córy jak podrosną, to nie będą miały takiego fioła na punkcie sprawiedliwości jak ja i nie będą miały żalu o te różnice (teraz myślę, że przesadzam z tymi podobieństwami, ale nigdy nie wiadomo jak to będą odbierać za parę lat ;-) ).
Powyżej metryczka dla synka znajomych. Nie do wiary, że minęło prawie 6 lat...
A ta wyszyta gobelinem (dla chrześniaka męża ;-) ), a nie krzyżykami - trochę "na próbę" a trochę z braku czasu. Efekt wyszedł niezły - nawet gobelin równiej się układa niż krzyżyki. Minus za widoczne nitki na lewej stronie. Przyprasowałam je przed oprawą, ale w punkcie opraw chyba nigdy nie zwraca się uwagi na takie rzeczy (moja wina, mogłam je "przyszyć" a nie tylko przyprasować). Jak już jesteśmy przy oprawie, to warto dodać, że też często brzegi wyszywanki uciągają przy naciąganiu jej do ram. Dlatego też sama zaczęłam oprawiać swoje prace w ramki na zdjęcia. Jak to zrobić?
Świetny sposób podaje Penelopa na swoim blogu. Znajduje się tam kurs obrazkowy krok po kroku jak oprawić pracę :-) Polecam!
To starsze prace, ale dla mnie i obdarowanych mają wartość sentymentalną ;-)
Dwie pierwsze to metryczki dla moich Żabek :-) Oczywiście, jak zwykle przekombinowałam i różnią się wielkością, typem kanwy i passe-portout :-/ Kiedy urodziła się starsza, dziubdziałam sobie na bardzo drobnej kanwie. Przy Reni już nie miałam tego "luksusu", a że mam fioła na punkcie sprawiedliwości, to chciałam, aby metryczki były podobnej wielkości. Wybrałam mniejszy wzór, ale kanwę z większymi krateczkami... Tu przekombinowałam po raz pierwszy.
Drugi "grzech" to to, że w punkcie oprawy nie było takiej samej ramki (była w innym kolorze) i Pani "namówiła mnie" na passe-portout. Nie wiem, co mnie wtedy podkusiło, bo przecież chciałam, żeby metryczki były podobne...
Planuję zmienić oprawę tej mniejszej, żeby też miała passe-portout. Wtedy może proporcje obu będą zbliżone. Na przyszłość nie warto kombinować, tym bardziej, że do tej metryczki z króliczkiem były jeszcze dwa podobne wzory i byłaby seria. Wtedy jednak, przy dwójce małych dzieci i godzeniu opieki nad nimi z pracą i innymi obowiązkami nie widziałam dla siebie szans wyszyć większego wzoru niż tego misia. A przecież musiało być sprawiedliwie i nie do pomyślenia było dla mnie, żeby jedna córcia miała wyszytą metryczkę, a druga nie...
P.S. Nie wiem dlaczego wyszyłam tak "oficjalnie" - Kinga, a nie np. Kinia. Wtedy chciałam, żeby za parę lat, jak podrośnie, nie wstydziła się wieszać tego obrazka u siebie w pokoju ;-)
Przy Reni nie mieścił mi się napis równie "oficjalny" - Renata. Poza tym zawsze mówiliśmy "Renia" i mi nie pasowało...
Mam nadzieję, że moje córy jak podrosną, to nie będą miały takiego fioła na punkcie sprawiedliwości jak ja i nie będą miały żalu o te różnice (teraz myślę, że przesadzam z tymi podobieństwami, ale nigdy nie wiadomo jak to będą odbierać za parę lat ;-) ).
Powyżej metryczka dla synka znajomych. Nie do wiary, że minęło prawie 6 lat...
A ta wyszyta gobelinem (dla chrześniaka męża ;-) ), a nie krzyżykami - trochę "na próbę" a trochę z braku czasu. Efekt wyszedł niezły - nawet gobelin równiej się układa niż krzyżyki. Minus za widoczne nitki na lewej stronie. Przyprasowałam je przed oprawą, ale w punkcie opraw chyba nigdy nie zwraca się uwagi na takie rzeczy (moja wina, mogłam je "przyszyć" a nie tylko przyprasować). Jak już jesteśmy przy oprawie, to warto dodać, że też często brzegi wyszywanki uciągają przy naciąganiu jej do ram. Dlatego też sama zaczęłam oprawiać swoje prace w ramki na zdjęcia. Jak to zrobić?
Świetny sposób podaje Penelopa na swoim blogu. Znajduje się tam kurs obrazkowy krok po kroku jak oprawić pracę :-) Polecam!
czwartek, 29 maja 2014
Sakiewka/etui na okulary - "Sowa mądra głowa"
Uszyłam córeczkom takie sakiewki/etui na okulary.
Najpierw wyhaftowałam haftem krzyżykowym sowy i napisy, a potem uszyłam z nich woreczki na starym Łuczniku od Babci :-)
Standardowo u mnie napis musiał być po polsku ;-) Najpierw myślałam, żeby wyszyć imiona moich Żabek, ale ostatecznie padło na to, że musi być jakieś powiedzenie i to najlepiej z sową :-)
Len kupiłam w zwykłym sklepie z tkaninami - ekspedientka nie potrafiła doradzić, czy się nadaje do krzyżyków... Jest miły w dotyku, mięciutki i ma równy splot (równy w tym znaczeniu, że nie ma żadnych zgrubień na nitkach), więc się skusiłam. Jednak do haftu się nie nadaje, ponieważ zamiast kwadratowych krzyżyków wychodzą prostokątne. To chyba podstawowy problem przy prawie każdym lnie (nie licząc tych przeznaczonych do haftu krzyżykowego, ale też droższych).
"Dysproporcję" lnu podkreśliłam dodatkowo odwracając wzór, przez co jedna z sówek wyszła chudziutka, a druga grubsza - według mnie tak jest zabawniej ;-)
Najpierw wyhaftowałam haftem krzyżykowym sowy i napisy, a potem uszyłam z nich woreczki na starym Łuczniku od Babci :-)
Standardowo u mnie napis musiał być po polsku ;-) Najpierw myślałam, żeby wyszyć imiona moich Żabek, ale ostatecznie padło na to, że musi być jakieś powiedzenie i to najlepiej z sową :-)
Len kupiłam w zwykłym sklepie z tkaninami - ekspedientka nie potrafiła doradzić, czy się nadaje do krzyżyków... Jest miły w dotyku, mięciutki i ma równy splot (równy w tym znaczeniu, że nie ma żadnych zgrubień na nitkach), więc się skusiłam. Jednak do haftu się nie nadaje, ponieważ zamiast kwadratowych krzyżyków wychodzą prostokątne. To chyba podstawowy problem przy prawie każdym lnie (nie licząc tych przeznaczonych do haftu krzyżykowego, ale też droższych).
"Dysproporcję" lnu podkreśliłam dodatkowo odwracając wzór, przez co jedna z sówek wyszła chudziutka, a druga grubsza - według mnie tak jest zabawniej ;-)
poniedziałek, 26 maja 2014
Owczarek szkocki
To również starsza praca. Wzór zaczerpnięty z "Haftów Polskich". Niby taki kanciaty, a jakoś go lubię...
niedziela, 25 maja 2014
Dama z wachlarzem
Praca wykonana haftem krzyżykowym. Jest to jedna z dam z serii (była jeszcze kobieta z parasolką i kobieta z kwiatami) z "Haftów Polskich". Wyszyłam ją parę lat temu, ale że nigdzie jej jeszcze nie prezentowałam zgłosiłam pracę na "Siłownię Twórczą" organizowaną przez zespół "Turkusowego Hamaka", której tematem był buduar :-)
Wyniki już zostały ogłoszone, więc mogę pracę zamieścić na blogu ;-)
Zwyciężyła inna praca (sprawiedliwie zresztą i autorka w pełni zasłużyła za wygraną bo praca była piękna :-) ).
Wyniki już zostały ogłoszone, więc mogę pracę zamieścić na blogu ;-)
Zwyciężyła inna praca (sprawiedliwie zresztą i autorka w pełni zasłużyła za wygraną bo praca była piękna :-) ).
niedziela, 18 maja 2014
Szydełkowy kwiatek
Taka minimalistyczna forma, ale za to bardzo urzekająca :-)
Kiedyś nie znosiłam serwetek - dziś jestem zakochana we wszelkich formach szydełkowego rękodzieła i planuję kilka takich prac jeszcze popełnić :-)
Fascynacja zaczęła się od gwiazdek choinkowych i postanowiłam, że do kolejnych świąt co nieco sobie poprzypominam z szydełkowania i zrobię kilka do Nowego Domu :D
Tak, Nowy Dom to doskonały pretekst i motywacja :-)
W ramach nauki zrobiłam takie oto kwiatuszki i już ozdobiłam nimi słoiki na przyprawy :-)
Mogą posłużyć jako zawieszka, ozdobić zazdroskę czy dziecięcą czapeczkę :-)
Na pewno jeszcze w jakimś projekcie je wykorzystam.
Przez środek kwiatka przewlekłam tasiemkę i zawiązałam na supełek a końcówkami tasiemki obwiązałam słoik:
Kiedyś nie znosiłam serwetek - dziś jestem zakochana we wszelkich formach szydełkowego rękodzieła i planuję kilka takich prac jeszcze popełnić :-)
Fascynacja zaczęła się od gwiazdek choinkowych i postanowiłam, że do kolejnych świąt co nieco sobie poprzypominam z szydełkowania i zrobię kilka do Nowego Domu :D
Tak, Nowy Dom to doskonały pretekst i motywacja :-)
W ramach nauki zrobiłam takie oto kwiatuszki i już ozdobiłam nimi słoiki na przyprawy :-)
Mogą posłużyć jako zawieszka, ozdobić zazdroskę czy dziecięcą czapeczkę :-)
Na pewno jeszcze w jakimś projekcie je wykorzystam.
Przez środek kwiatka przewlekłam tasiemkę i zawiązałam na supełek a końcówkami tasiemki obwiązałam słoik:
Kordonek Ariadna Aria 5
120 tex x 2
100 g/425 m
col. 0000 (ecru)
Jak widać na zdjęciach, użyłam dość grubego kordonka - kwiatki wyszły dość "mięsiste", ale właśnie takie chciałam :-)
wtorek, 13 maja 2014
Magnolia z serii zielnikowej Weronique Enginger
Magnolia do kompletu do piwonii i hortensji. Tym razem wyszyta na lnie. Efekt niesamowity - taki bardziej retro i na wzór rycin botanicznych zamieszczanych w Encyklopediach :-)
Niestety mnie męczy haft na lnie a wyszycie zielnika właśnie w takiej formie to do niedawna było moje marzenie robótkowe :-)
Niestety mnie męczy haft na lnie a wyszycie zielnika właśnie w takiej formie to do niedawna było moje marzenie robótkowe :-)
Haft krzyżykowy
(+ półkrzyżyki w tle)
Materiał: len obrazkowy 30 ct, kolor ecru
Mulina: motyw główny kolorowy PND, tło wg DMC
I obie wyszywanki razem (trzecia w trakcie wyszywania ;-) )
Subskrybuj:
Posty (Atom)

























