Obecnie robótkowo mało się u mnie dzieje - choć zdradzę, że powstają kolejne gwiazdki choinkowe ;-)
Wcale nie planowałam świąt w październiku, ale córcia "zaraziła" mnie ozdóbkami, kiedy zaczęła tworzyć z bibułki po swojemu ;-)
Ale ten post dedykowany jest motylkom - starszej pracy wyszytej na kanwie w kolorze brudnomiętowym (nawet do nich pasuje to tło, choć dziś pewnie pokusiłabym się o len ;-)). Niestety zdjęcie niewyraźne, bo wiszą na naszym słabo doświetlonym przedpokoju i to nad schodami i dość wysoko.
Mam nadzieję, że w Patynowym Domku doczekają się pięknej drewnianej oprawy (i ładniejszych zdjęć), a póki co - wiszą sobie w rameczkach z pleksi z IKEI ;-) (choć gdyby miały spaść to dobrze, że nie są za szkłem a rameczki są bardzo lekkie - bo pod nimi codziennie przechodzimy).
Sam patent na ramki mi się podoba - jeden kołek i wiszą 4 na raz ;-) Choć w wydaniu drewniano-sznurkowym podobałby mi się bardziej :D
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą haft krzyżykowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą haft krzyżykowy. Pokaż wszystkie posty
środa, 8 października 2014
niedziela, 31 sierpnia 2014
Poduszka dla męża
Wahałam się, czy pokazać wam tę pracę, ale ostatecznie jednak się zdecydowałam ;-)
To jedna ze starszych moich prac.
Poduszka powstała dla męża (wtedy jeszcze "chłopaka" ;-) ) i była żartobliwym prezentem ;-)
Uszyłam ją ręcznie, a że miał to być prezent, to zszywając przód i tył wbijałam igłę co krateczkę kanwy ("plecki" również są z kanwy), żeby szwy równo wyszły ;-). Tylko zamek wszyłam na maszynie.
Wzór odszyłam od gotowego haftu koleżanki mojej mamy.
Dziś, w dobie Internetu pewnie nie wybrałabym takiego wzoru ;-) , ale te 9-10 lat temu (jak ten czas leci!) możliwości dotarcia do wzorów haftów miałam ograniczone. Poza tym, wtedy jeszcze nie dostrzegałam (bo nie miałam porównania) w tego typu wzorach tych kanciastych form i braku półcieni ;-)
To jedna ze starszych moich prac.
Poduszka powstała dla męża (wtedy jeszcze "chłopaka" ;-) ) i była żartobliwym prezentem ;-)
Uszyłam ją ręcznie, a że miał to być prezent, to zszywając przód i tył wbijałam igłę co krateczkę kanwy ("plecki" również są z kanwy), żeby szwy równo wyszły ;-). Tylko zamek wszyłam na maszynie.
Wzór odszyłam od gotowego haftu koleżanki mojej mamy.
Dziś, w dobie Internetu pewnie nie wybrałabym takiego wzoru ;-) , ale te 9-10 lat temu (jak ten czas leci!) możliwości dotarcia do wzorów haftów miałam ograniczone. Poza tym, wtedy jeszcze nie dostrzegałam (bo nie miałam porównania) w tego typu wzorach tych kanciastych form i braku półcieni ;-)
wtorek, 12 sierpnia 2014
Spike
Po Pinkie Pie przyszedł czas na kolejną pracę, dla drugiej córci ;-)
Wybrała Spike'a i już bez źlamdania, że nie rusza nogami ;-) czy coś :D
Z zachwytem powiedziała, że jest słodki i bardzo się ucieszyła :-)
Całe szczęście, że w tej kwestii moja Renia jest mniej wymagająca ;-)
Spike od razu został przyjęty do "Klubu" i wraz z jaszczurkami i konikami pognał budować dom ;-)
Sama radość tworzenia zabawek dla takiej pociechy :-)
Wzór pochodził z Turkusowego Hamaka, a kolory dobrałam sama z resztek mulin, oprócz fioletów - te kupiłam jako zamienniki z Ariadny i niestety jak porównacie mojego Spike z pierwowzorem, to widać, że moje fiolety są za jasne. Przez to "zgubił" się nos Spike i brwi ;-)
Najpierw przeszyłam je podwójną nicią, ale nadal słabo się odznaczały, więc poprawiłam jeszcze ciemnym różem wpadającym w fuksję - nasz Spike jest więc nieco dziewczęcy ;-)
Wybrała Spike'a i już bez źlamdania, że nie rusza nogami ;-) czy coś :D
Z zachwytem powiedziała, że jest słodki i bardzo się ucieszyła :-)
Całe szczęście, że w tej kwestii moja Renia jest mniej wymagająca ;-)
Spike od razu został przyjęty do "Klubu" i wraz z jaszczurkami i konikami pognał budować dom ;-)
Sama radość tworzenia zabawek dla takiej pociechy :-)
Wzór pochodził z Turkusowego Hamaka, a kolory dobrałam sama z resztek mulin, oprócz fioletów - te kupiłam jako zamienniki z Ariadny i niestety jak porównacie mojego Spike z pierwowzorem, to widać, że moje fiolety są za jasne. Przez to "zgubił" się nos Spike i brwi ;-)
Najpierw przeszyłam je podwójną nicią, ale nadal słabo się odznaczały, więc poprawiłam jeszcze ciemnym różem wpadającym w fuksję - nasz Spike jest więc nieco dziewczęcy ;-)
wtorek, 10 czerwca 2014
Bzy
Może na zdjęciu tego tak nie widać, ale ten obrazek to feeria barw. Obrazek wyszyłam korzystając ze zbioru resztek muliny mojej mamy (niektóre są starsze ode mnie, ale jakość była super...) - jest to więc trochę "zbiór staroci", ale w tym dobrym znaczeniu :-). Wzór był czarno-biały (tzw. liczony) z kserówek (teraz to luksus korzystać z kolorowych wydruków) i pamiętam, że sporo wysiłku mnie kosztował i nawet prułam ze dwa małe fragmenty, bo mi kolor nie pasował... Polska mulina wtedy (a nie było to aż tak dawno przecież) nie była numerowana, a wzory nie zawierały dokładnego spisu kolorów (właśnie z numerami), a jedynie ogólne objaśnienia (brązowy jasny, brązowy ciemny itd.). "Schody" zaczynały się przy opisie "odcień łupku jasny" ;-) Pamiętacie jeszcze tamte wzory? :-)
Obrazek trafił w ramach prezentu do Mamy Mojego Męża (na oprawę była zrzutka z rodzeństwem męża ;-) bo też pamiętam, że była droga) i choć w niektórych poglądach się różnimy, to muszę przyznać, że takie rękodzieło bardzo docenia :-) Poza tym wiem, że zawsze Jej się podobały obrazki (i lubi bzy ;-)), a niewiele ich ma - zresztą, nawet ten mąż wieszał pod nieobecność Taty, żeby nie widział, że "niszczy ściany" wiercąc dziurę pod kołek ;-)
Obrazek trafił w ramach prezentu do Mamy Mojego Męża (na oprawę była zrzutka z rodzeństwem męża ;-) bo też pamiętam, że była droga) i choć w niektórych poglądach się różnimy, to muszę przyznać, że takie rękodzieło bardzo docenia :-) Poza tym wiem, że zawsze Jej się podobały obrazki (i lubi bzy ;-)), a niewiele ich ma - zresztą, nawet ten mąż wieszał pod nieobecność Taty, żeby nie widział, że "niszczy ściany" wiercąc dziurę pod kołek ;-)
piątek, 6 czerwca 2014
Metryczki
Niedawno obchodziliśmy Dzień Dziecka i pomyślałam, że to dobra okazja, aby pokazać wam metryczki :-)
To starsze prace, ale dla mnie i obdarowanych mają wartość sentymentalną ;-)
Dwie pierwsze to metryczki dla moich Żabek :-) Oczywiście, jak zwykle przekombinowałam i różnią się wielkością, typem kanwy i passe-portout :-/ Kiedy urodziła się starsza, dziubdziałam sobie na bardzo drobnej kanwie. Przy Reni już nie miałam tego "luksusu", a że mam fioła na punkcie sprawiedliwości, to chciałam, aby metryczki były podobnej wielkości. Wybrałam mniejszy wzór, ale kanwę z większymi krateczkami... Tu przekombinowałam po raz pierwszy.
Drugi "grzech" to to, że w punkcie oprawy nie było takiej samej ramki (była w innym kolorze) i Pani "namówiła mnie" na passe-portout. Nie wiem, co mnie wtedy podkusiło, bo przecież chciałam, żeby metryczki były podobne...
Planuję zmienić oprawę tej mniejszej, żeby też miała passe-portout. Wtedy może proporcje obu będą zbliżone. Na przyszłość nie warto kombinować, tym bardziej, że do tej metryczki z króliczkiem były jeszcze dwa podobne wzory i byłaby seria. Wtedy jednak, przy dwójce małych dzieci i godzeniu opieki nad nimi z pracą i innymi obowiązkami nie widziałam dla siebie szans wyszyć większego wzoru niż tego misia. A przecież musiało być sprawiedliwie i nie do pomyślenia było dla mnie, żeby jedna córcia miała wyszytą metryczkę, a druga nie...
P.S. Nie wiem dlaczego wyszyłam tak "oficjalnie" - Kinga, a nie np. Kinia. Wtedy chciałam, żeby za parę lat, jak podrośnie, nie wstydziła się wieszać tego obrazka u siebie w pokoju ;-)
Przy Reni nie mieścił mi się napis równie "oficjalny" - Renata. Poza tym zawsze mówiliśmy "Renia" i mi nie pasowało...
Mam nadzieję, że moje córy jak podrosną, to nie będą miały takiego fioła na punkcie sprawiedliwości jak ja i nie będą miały żalu o te różnice (teraz myślę, że przesadzam z tymi podobieństwami, ale nigdy nie wiadomo jak to będą odbierać za parę lat ;-) ).
Powyżej metryczka dla synka znajomych. Nie do wiary, że minęło prawie 6 lat...
A ta wyszyta gobelinem (dla chrześniaka męża ;-) ), a nie krzyżykami - trochę "na próbę" a trochę z braku czasu. Efekt wyszedł niezły - nawet gobelin równiej się układa niż krzyżyki. Minus za widoczne nitki na lewej stronie. Przyprasowałam je przed oprawą, ale w punkcie opraw chyba nigdy nie zwraca się uwagi na takie rzeczy (moja wina, mogłam je "przyszyć" a nie tylko przyprasować). Jak już jesteśmy przy oprawie, to warto dodać, że też często brzegi wyszywanki uciągają przy naciąganiu jej do ram. Dlatego też sama zaczęłam oprawiać swoje prace w ramki na zdjęcia. Jak to zrobić?
Świetny sposób podaje Penelopa na swoim blogu. Znajduje się tam kurs obrazkowy krok po kroku jak oprawić pracę :-) Polecam!
To starsze prace, ale dla mnie i obdarowanych mają wartość sentymentalną ;-)
Dwie pierwsze to metryczki dla moich Żabek :-) Oczywiście, jak zwykle przekombinowałam i różnią się wielkością, typem kanwy i passe-portout :-/ Kiedy urodziła się starsza, dziubdziałam sobie na bardzo drobnej kanwie. Przy Reni już nie miałam tego "luksusu", a że mam fioła na punkcie sprawiedliwości, to chciałam, aby metryczki były podobnej wielkości. Wybrałam mniejszy wzór, ale kanwę z większymi krateczkami... Tu przekombinowałam po raz pierwszy.
Drugi "grzech" to to, że w punkcie oprawy nie było takiej samej ramki (była w innym kolorze) i Pani "namówiła mnie" na passe-portout. Nie wiem, co mnie wtedy podkusiło, bo przecież chciałam, żeby metryczki były podobne...
Planuję zmienić oprawę tej mniejszej, żeby też miała passe-portout. Wtedy może proporcje obu będą zbliżone. Na przyszłość nie warto kombinować, tym bardziej, że do tej metryczki z króliczkiem były jeszcze dwa podobne wzory i byłaby seria. Wtedy jednak, przy dwójce małych dzieci i godzeniu opieki nad nimi z pracą i innymi obowiązkami nie widziałam dla siebie szans wyszyć większego wzoru niż tego misia. A przecież musiało być sprawiedliwie i nie do pomyślenia było dla mnie, żeby jedna córcia miała wyszytą metryczkę, a druga nie...
P.S. Nie wiem dlaczego wyszyłam tak "oficjalnie" - Kinga, a nie np. Kinia. Wtedy chciałam, żeby za parę lat, jak podrośnie, nie wstydziła się wieszać tego obrazka u siebie w pokoju ;-)
Przy Reni nie mieścił mi się napis równie "oficjalny" - Renata. Poza tym zawsze mówiliśmy "Renia" i mi nie pasowało...
Mam nadzieję, że moje córy jak podrosną, to nie będą miały takiego fioła na punkcie sprawiedliwości jak ja i nie będą miały żalu o te różnice (teraz myślę, że przesadzam z tymi podobieństwami, ale nigdy nie wiadomo jak to będą odbierać za parę lat ;-) ).
Powyżej metryczka dla synka znajomych. Nie do wiary, że minęło prawie 6 lat...
A ta wyszyta gobelinem (dla chrześniaka męża ;-) ), a nie krzyżykami - trochę "na próbę" a trochę z braku czasu. Efekt wyszedł niezły - nawet gobelin równiej się układa niż krzyżyki. Minus za widoczne nitki na lewej stronie. Przyprasowałam je przed oprawą, ale w punkcie opraw chyba nigdy nie zwraca się uwagi na takie rzeczy (moja wina, mogłam je "przyszyć" a nie tylko przyprasować). Jak już jesteśmy przy oprawie, to warto dodać, że też często brzegi wyszywanki uciągają przy naciąganiu jej do ram. Dlatego też sama zaczęłam oprawiać swoje prace w ramki na zdjęcia. Jak to zrobić?
Świetny sposób podaje Penelopa na swoim blogu. Znajduje się tam kurs obrazkowy krok po kroku jak oprawić pracę :-) Polecam!
czwartek, 29 maja 2014
Sakiewka/etui na okulary - "Sowa mądra głowa"
Uszyłam córeczkom takie sakiewki/etui na okulary.
Najpierw wyhaftowałam haftem krzyżykowym sowy i napisy, a potem uszyłam z nich woreczki na starym Łuczniku od Babci :-)
Standardowo u mnie napis musiał być po polsku ;-) Najpierw myślałam, żeby wyszyć imiona moich Żabek, ale ostatecznie padło na to, że musi być jakieś powiedzenie i to najlepiej z sową :-)
Len kupiłam w zwykłym sklepie z tkaninami - ekspedientka nie potrafiła doradzić, czy się nadaje do krzyżyków... Jest miły w dotyku, mięciutki i ma równy splot (równy w tym znaczeniu, że nie ma żadnych zgrubień na nitkach), więc się skusiłam. Jednak do haftu się nie nadaje, ponieważ zamiast kwadratowych krzyżyków wychodzą prostokątne. To chyba podstawowy problem przy prawie każdym lnie (nie licząc tych przeznaczonych do haftu krzyżykowego, ale też droższych).
"Dysproporcję" lnu podkreśliłam dodatkowo odwracając wzór, przez co jedna z sówek wyszła chudziutka, a druga grubsza - według mnie tak jest zabawniej ;-)
Najpierw wyhaftowałam haftem krzyżykowym sowy i napisy, a potem uszyłam z nich woreczki na starym Łuczniku od Babci :-)
Standardowo u mnie napis musiał być po polsku ;-) Najpierw myślałam, żeby wyszyć imiona moich Żabek, ale ostatecznie padło na to, że musi być jakieś powiedzenie i to najlepiej z sową :-)
Len kupiłam w zwykłym sklepie z tkaninami - ekspedientka nie potrafiła doradzić, czy się nadaje do krzyżyków... Jest miły w dotyku, mięciutki i ma równy splot (równy w tym znaczeniu, że nie ma żadnych zgrubień na nitkach), więc się skusiłam. Jednak do haftu się nie nadaje, ponieważ zamiast kwadratowych krzyżyków wychodzą prostokątne. To chyba podstawowy problem przy prawie każdym lnie (nie licząc tych przeznaczonych do haftu krzyżykowego, ale też droższych).
"Dysproporcję" lnu podkreśliłam dodatkowo odwracając wzór, przez co jedna z sówek wyszła chudziutka, a druga grubsza - według mnie tak jest zabawniej ;-)
poniedziałek, 26 maja 2014
Owczarek szkocki
To również starsza praca. Wzór zaczerpnięty z "Haftów Polskich". Niby taki kanciaty, a jakoś go lubię...
niedziela, 25 maja 2014
Dama z wachlarzem
Praca wykonana haftem krzyżykowym. Jest to jedna z dam z serii (była jeszcze kobieta z parasolką i kobieta z kwiatami) z "Haftów Polskich". Wyszyłam ją parę lat temu, ale że nigdzie jej jeszcze nie prezentowałam zgłosiłam pracę na "Siłownię Twórczą" organizowaną przez zespół "Turkusowego Hamaka", której tematem był buduar :-)
Wyniki już zostały ogłoszone, więc mogę pracę zamieścić na blogu ;-)
Zwyciężyła inna praca (sprawiedliwie zresztą i autorka w pełni zasłużyła za wygraną bo praca była piękna :-) ).
Wyniki już zostały ogłoszone, więc mogę pracę zamieścić na blogu ;-)
Zwyciężyła inna praca (sprawiedliwie zresztą i autorka w pełni zasłużyła za wygraną bo praca była piękna :-) ).
wtorek, 13 maja 2014
Magnolia z serii zielnikowej Weronique Enginger
Magnolia do kompletu do piwonii i hortensji. Tym razem wyszyta na lnie. Efekt niesamowity - taki bardziej retro i na wzór rycin botanicznych zamieszczanych w Encyklopediach :-)
Niestety mnie męczy haft na lnie a wyszycie zielnika właśnie w takiej formie to do niedawna było moje marzenie robótkowe :-)
Niestety mnie męczy haft na lnie a wyszycie zielnika właśnie w takiej formie to do niedawna było moje marzenie robótkowe :-)
Haft krzyżykowy
(+ półkrzyżyki w tle)
Materiał: len obrazkowy 30 ct, kolor ecru
Mulina: motyw główny kolorowy PND, tło wg DMC
I obie wyszywanki razem (trzecia w trakcie wyszywania ;-) )
Piwonia z serii zielnikowej Weronique Enginger
Haft, o którym pisałam w poprzednim poście - piwonia wg schematu opracowanego przez Weronique Enginer. Cała seria jest śliczna. Szkoda, że braknie mi życia, aby ją w całości wyszyć ;-)
Wybrałam serię trzech zbliżonych kolorystycznie: piwonię, magnolię i hortensję. W ogóle plusem całej serii jest to, że niektóre kolory się w niej powielają - całość do siebie pasuje, a kompletując materiały nie trzeba aż tyle muliny kupować ;-)
Planuję te moje trzy wybrane zielniki powiesić obok siebie w przyszłym salonie (w środku magnolia wyszyta na lnie, a po bokach piwonia i hortensja wyszyte na kanwie - mam nadzieję, że taka sama rama i passe-portout sprawi, że cała trójca będzie spójna, bo nie byłam w stanie odszyć piwonii jeszcze raz na lnie (odkryłam go już po wyszyciu tego obrazka ;-) ).
Wybrałam serię trzech zbliżonych kolorystycznie: piwonię, magnolię i hortensję. W ogóle plusem całej serii jest to, że niektóre kolory się w niej powielają - całość do siebie pasuje, a kompletując materiały nie trzeba aż tyle muliny kupować ;-)
Planuję te moje trzy wybrane zielniki powiesić obok siebie w przyszłym salonie (w środku magnolia wyszyta na lnie, a po bokach piwonia i hortensja wyszyte na kanwie - mam nadzieję, że taka sama rama i passe-portout sprawi, że cała trójca będzie spójna, bo nie byłam w stanie odszyć piwonii jeszcze raz na lnie (odkryłam go już po wyszyciu tego obrazka ;-) ).
Haft krzyżykowy
(+ półkrzyżyki w tle)
Materiał: aida o gęstości oczek 56/10 cm (o ile dobrze pamiętam)
Mulina: PND (wg palety DMC, ale odcienie się różnią od oryginalnej DMC)
niedziela, 4 maja 2014
Aniołki w stylu vintage
Seria dwóch aniołków z koronkowym passe-portout.
Haft krzyżykowy na lnie (pojawiają się także półkrzyżyki dla podkreślenia rysów).
Podoba mi się zestawienie koronki z białą muliną na ciemnym tle :-)
Haft krzyżykowy na lnie (pojawiają się także półkrzyżyki dla podkreślenia rysów).
Podoba mi się zestawienie koronki z białą muliną na ciemnym tle :-)
sobota, 3 maja 2014
Aniołek (Amorek)
Podobnie jak zielony kogucik, aniołek wyhaftowany jest na lnie naturalnym (podobraziu).
Prosta minimalistyczna forma w prostej drewnianej ramce :-)
Prosta minimalistyczna forma w prostej drewnianej ramce :-)
piątek, 2 maja 2014
Zielony kogucik
Wyszyty na lnie naturalnym, tzw. podobraziu.
Ten materiał ma kilka wad:
Całości uroku dodaje drewniana ramka. Zwykła prosta, ale drewniana :-)
Uwielbiam drewniane ramki i nie mogę pojąć, dlaczego tak trudno w punktach opraw dostać drewnianą ramkę? Jak już jest, to i tak drewno jest powleczone jakąś plastikopodobną powłoczką, na którą naniesiono imitację drewna (nadruk?) :-/
Jeśli już jest drewniana bez okleiny, to jest to drewno egzotyczne i nie miałabym nic przeciwko niemu, gdyby nie przypominało styropianowej imitacji drewna (mimo że to jednak drewno...).
Może akurat w moim rejonie nie ma takich ramek w punktach opraw, bo nie było problemu z zamówieniem jej przez internet ;-)
Jest też sporo ramek na zdjęcia, które można dopasować do wyszywanek, tylko trzeba pokombinować z oprawą, bo mają płytki frez i trudno jest "upchać" w nią haft (problem ten doskonale rozwiązuje passe-portout ;-) ).
Ten materiał ma kilka wad:
- Po upraniu (oczywiście ręcznym) praktycznie jest nie do rozprasowania. Zostają ślady po tamborku i inne zagniecenia).
- Ma nierówny splot, przez co dość trudno się na nim haftuje, ale do małych motywów jest idealny, bo efekt wynagradza wysiłek.
Całości uroku dodaje drewniana ramka. Zwykła prosta, ale drewniana :-)
Uwielbiam drewniane ramki i nie mogę pojąć, dlaczego tak trudno w punktach opraw dostać drewnianą ramkę? Jak już jest, to i tak drewno jest powleczone jakąś plastikopodobną powłoczką, na którą naniesiono imitację drewna (nadruk?) :-/
Jeśli już jest drewniana bez okleiny, to jest to drewno egzotyczne i nie miałabym nic przeciwko niemu, gdyby nie przypominało styropianowej imitacji drewna (mimo że to jednak drewno...).
Może akurat w moim rejonie nie ma takich ramek w punktach opraw, bo nie było problemu z zamówieniem jej przez internet ;-)
Jest też sporo ramek na zdjęcia, które można dopasować do wyszywanek, tylko trzeba pokombinować z oprawą, bo mają płytki frez i trudno jest "upchać" w nią haft (problem ten doskonale rozwiązuje passe-portout ;-) ).
poniedziałek, 28 kwietnia 2014
Nie ma jak w domu
Czekały nas trzy parapetówki. Na prezent postanowiłam wyszyć (sprawiedliwie ;-) ) każdej rodzince - szczęśliwcom posiadania własnego klucza :-) symboliczne klucze oprawione w ramki w kształcie domku (dopadłam je na Allegro).
Wzór zaczerpnęłam z bloga Penelopis. Od siebie dodałam napis "Nie ma jak w domu", rok, w którym przypadła parapetówka (zbiegło się to z końcem roku, w którym dom był wykańczany) oraz nazwą projektu, z którego był budowany (pozdrawiam obdarowanych, jeśli czytają ;-) ).
Przy okazji zamieszczania tego posta mam jednak refleksję, dlaczego tak często w naszych domach pojawia się "Home Sweet Home" a nie nasze:
- "Nie ma jak w domu"
- "Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej"
- "Tam dom Twój, gdzie serce Twoje"
- "Cudza strzecha - nie pociecha"
- "W domu jak w raju"
- "Każda droga jest mierzona drogą do domu"
i jeszcze okołotematyczne:
- "(Dom) ciasny, ale własny"
- "Wolność Tomku w swoim domku"
- "Dobra gospodyni dom wesołym czyni"
- "Czym chata bogata, tym rada"
- "Gość w dom, Bóg w dom"
- "Nie istnieje dom, gdy kobieta hula"
Spory wybór, prawda?
Jeśli za długie i nie pasuje itp. to zawsze jeszcze można postawić na inwencję własną, np. "Dom przez D", "Mój Dom", "Kochany Dom" itd.
Wiem, że będę jak pani od polaka, jak zacytuję "ekscytarza, co brząka po słowie” - Mikołaja Reja:
"A niechaj narodowie wżdy postronni znają, / iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają".
Albo jak pani od historii, że była już rusyfikacja i germanizacja, a okupant wiedział, co robi, bo wraz z zanikiem polskiej mowy nasz naród przestałby istnieć... a teraz na własne życzenie mamy ticzerkę a nie nauczycielkę, handmade zamiast rękodzieła i sweethoma ;-)
Zdaję sobie sprawę, że trudno się przed tym "obronić", że jest coś, co nas fascynuje w czymś obcym, z dalekich (lub bliższych) krajów, że czasem warto czerpać, a czasem... robi się to nieumyślnie. Sama łapię się na tym, że na potwierdzenie komuś czegoś mówię: "dokładnie" robiąc kalkę językową.
Mam też kilka wzorów z "Home Sweet Home" na dysku komputera w "inspiracjach"...
Tak się nad sobą zastanowiłam, po co nam anglojęzyczne "Home Sweet Home", kiedy mamy tak szeroki wachlarz przysłów i złotych myśli po polsku? :-)
Wzór zaczerpnęłam z bloga Penelopis. Od siebie dodałam napis "Nie ma jak w domu", rok, w którym przypadła parapetówka (zbiegło się to z końcem roku, w którym dom był wykańczany) oraz nazwą projektu, z którego był budowany (pozdrawiam obdarowanych, jeśli czytają ;-) ).
I dwa pozostałe, z później doszytą datą - niestety zapomniałam o zdjęciu po oprawie :-(
Przy okazji zamieszczania tego posta mam jednak refleksję, dlaczego tak często w naszych domach pojawia się "Home Sweet Home" a nie nasze:
- "Nie ma jak w domu"
- "Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej"
- "Tam dom Twój, gdzie serce Twoje"
- "Cudza strzecha - nie pociecha"
- "W domu jak w raju"
- "Każda droga jest mierzona drogą do domu"
i jeszcze okołotematyczne:
- "(Dom) ciasny, ale własny"
- "Wolność Tomku w swoim domku"
- "Dobra gospodyni dom wesołym czyni"
- "Czym chata bogata, tym rada"
- "Gość w dom, Bóg w dom"
- "Nie istnieje dom, gdy kobieta hula"
Spory wybór, prawda?
Jeśli za długie i nie pasuje itp. to zawsze jeszcze można postawić na inwencję własną, np. "Dom przez D", "Mój Dom", "Kochany Dom" itd.
Wiem, że będę jak pani od polaka, jak zacytuję "ekscytarza, co brząka po słowie” - Mikołaja Reja:
"A niechaj narodowie wżdy postronni znają, / iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają".
Albo jak pani od historii, że była już rusyfikacja i germanizacja, a okupant wiedział, co robi, bo wraz z zanikiem polskiej mowy nasz naród przestałby istnieć... a teraz na własne życzenie mamy ticzerkę a nie nauczycielkę, handmade zamiast rękodzieła i sweethoma ;-)
Zdaję sobie sprawę, że trudno się przed tym "obronić", że jest coś, co nas fascynuje w czymś obcym, z dalekich (lub bliższych) krajów, że czasem warto czerpać, a czasem... robi się to nieumyślnie. Sama łapię się na tym, że na potwierdzenie komuś czegoś mówię: "dokładnie" robiąc kalkę językową.
Mam też kilka wzorów z "Home Sweet Home" na dysku komputera w "inspiracjach"...
Tak się nad sobą zastanowiłam, po co nam anglojęzyczne "Home Sweet Home", kiedy mamy tak szeroki wachlarz przysłów i złotych myśli po polsku? :-)
Gustaw Klimt - "Macierzyństwo"
Jest to pierwsza moja praca po kilkuletniej przerwie w wyszywaniu.
Ma dla mnie duże znaczenie, bo wyszyłam ją właśnie wtedy, kiedy zostałam mamą ;-)
I w sumie też nie tak od razu, bo młodsza córcia miała niecałe dwa latka jak powstał ten obraz.
Wcześniej nie miałam czasu nawet pomyśleć o wyszywaniu ;-) Za to jak już zaczęłam, to w dwa miesiące wieczorami i po nocach udało mi się go skończyć.
Wcześniej nie podobał mi się ani ten obraz, ani styl twórczości Klimta. Był dla mnie zbyt "kwiecisty".
Ciepło, troskę, opiekuńczość i miłość, jaka bije z tego obrazu dojrzałam dopiero wtedy, kiedy doświadczyłam macierzyństwa.
W ogóle, zanim urodziły się moje córeczki nie wyszywałam tak dużo. Zawsze coś tam tworzyłam, ale było to w "innym wymiarze". Mamy mają jakoś więcej takiej siły wewnętrznej, stają się "bogatsze". Zupełnie inaczej patrzy się na świat przez pryzmat tej (tych) istotki (istotek), która jest częścią nas. Oczywiście piszę tutaj w odniesieniu do siebie (daleka jestem od wartościowania kogoś po tym, czy ma dzieci czy nie. Zresztą, każe inne doświadczenia, niekoniecznie te związane z posiadaniem dzieci, wzbogacają). Pamiętam słowa męża, kiedy urodziła się nasza pierwsza córeczka: "Teraz jestem nieśmiertelny, coś po mnie zostanie". Dzieci to sens Jego życia (choć z poświęcaniem im czasu różnie bywa) i takiego Ojca życzę wszystkim dzieciom :-)
Reprodukcja "Macierzyństwa" jest współcześnie bardzo znana, nie każdy jednak wie, że jest to fragment obrazu "Trzy etapy (okresy) w życiu kobiety". Oryginał powstał w 1905 roku jako olej na płótnie i była to jedna z pierwszych prac artysty w tym stylu (mamy zatem coś wspólnego ;-) ) - wcześniej specjalizował się w malowidłach ściennych.
Zdumiewająca jest symbolika na tym obrazie - kolory, struktury, kształty...
Klimt powiedział: "Każdy, kto chce się dowiedzieć czegoś o mnie jako artyście powinien uważnie patrzeć na moje obrazy i spróbować zobaczyć w nich kim jestem i co chcę przekazać".
Nie będę zatem zamieszczać tu interpretacji czy opisu obrazu ;-)
"Trzy okresy życia kobiety" wg Gustawa Klimta znajduje się obecnie w Galleria Nazionale d' Arte Moderna w Rzymie.
Obraz wyszyłam haftem gobelinowym, a nie jak wcześniej krzyżykowym. Wydaje mi się, że ładniej półkrzyżyki się układają i z daleka obraz bardziej przypomina te tradycyjne - malowane.
Wyszywa się też szybciej i przy dwójce małych dzieci był to czynnik decydujący o wyborze tej techniki haftu.
Na pewno zauważycie, że na obrazie widać zbyt duży dysonans między cielistymi odcieniami muliny - przekombinowałam. Używałam zamienników PND (wg palety DMC) oraz zbieraniny mulin ze starych zapasów, w tym takich z czasów młodości mojej mamy ;-)
Mimo tego, bardzo lubię ten obraz :-) i przestało mi to przeszkadzać - o dziwo dobrze mi się komponuje z nieco zniekształconymi sylwetkami mamy i córy oraz geometrycznymi kwiatami.
Ma dla mnie duże znaczenie, bo wyszyłam ją właśnie wtedy, kiedy zostałam mamą ;-)
I w sumie też nie tak od razu, bo młodsza córcia miała niecałe dwa latka jak powstał ten obraz.
Wcześniej nie miałam czasu nawet pomyśleć o wyszywaniu ;-) Za to jak już zaczęłam, to w dwa miesiące wieczorami i po nocach udało mi się go skończyć.
Wcześniej nie podobał mi się ani ten obraz, ani styl twórczości Klimta. Był dla mnie zbyt "kwiecisty".
Ciepło, troskę, opiekuńczość i miłość, jaka bije z tego obrazu dojrzałam dopiero wtedy, kiedy doświadczyłam macierzyństwa.
W ogóle, zanim urodziły się moje córeczki nie wyszywałam tak dużo. Zawsze coś tam tworzyłam, ale było to w "innym wymiarze". Mamy mają jakoś więcej takiej siły wewnętrznej, stają się "bogatsze". Zupełnie inaczej patrzy się na świat przez pryzmat tej (tych) istotki (istotek), która jest częścią nas. Oczywiście piszę tutaj w odniesieniu do siebie (daleka jestem od wartościowania kogoś po tym, czy ma dzieci czy nie. Zresztą, każe inne doświadczenia, niekoniecznie te związane z posiadaniem dzieci, wzbogacają). Pamiętam słowa męża, kiedy urodziła się nasza pierwsza córeczka: "Teraz jestem nieśmiertelny, coś po mnie zostanie". Dzieci to sens Jego życia (choć z poświęcaniem im czasu różnie bywa) i takiego Ojca życzę wszystkim dzieciom :-)
Reprodukcja "Macierzyństwa" jest współcześnie bardzo znana, nie każdy jednak wie, że jest to fragment obrazu "Trzy etapy (okresy) w życiu kobiety". Oryginał powstał w 1905 roku jako olej na płótnie i była to jedna z pierwszych prac artysty w tym stylu (mamy zatem coś wspólnego ;-) ) - wcześniej specjalizował się w malowidłach ściennych.
Zdumiewająca jest symbolika na tym obrazie - kolory, struktury, kształty...
Klimt powiedział: "Każdy, kto chce się dowiedzieć czegoś o mnie jako artyście powinien uważnie patrzeć na moje obrazy i spróbować zobaczyć w nich kim jestem i co chcę przekazać".
Nie będę zatem zamieszczać tu interpretacji czy opisu obrazu ;-)
"Trzy okresy życia kobiety" wg Gustawa Klimta znajduje się obecnie w Galleria Nazionale d' Arte Moderna w Rzymie.
Zdjęcie pochodzi ze strony: http://www.aaronartprints.org
Obraz wyszyłam haftem gobelinowym, a nie jak wcześniej krzyżykowym. Wydaje mi się, że ładniej półkrzyżyki się układają i z daleka obraz bardziej przypomina te tradycyjne - malowane.
Wyszywa się też szybciej i przy dwójce małych dzieci był to czynnik decydujący o wyborze tej techniki haftu.
Na pewno zauważycie, że na obrazie widać zbyt duży dysonans między cielistymi odcieniami muliny - przekombinowałam. Używałam zamienników PND (wg palety DMC) oraz zbieraniny mulin ze starych zapasów, w tym takich z czasów młodości mojej mamy ;-)
Mimo tego, bardzo lubię ten obraz :-) i przestało mi to przeszkadzać - o dziwo dobrze mi się komponuje z nieco zniekształconymi sylwetkami mamy i córy oraz geometrycznymi kwiatami.
sobota, 19 kwietnia 2014
Kokoszka niekoniecznie wielkanocna
Kurkę dedykuję Adze z Haftów Jarzębinowych, o której wspominałam w swoim pierwszym poście :-)
Jeszcze raz dziękuję za inspirację, a poniżej moja interpretacja ;-)
Jeszcze raz dziękuję za inspirację, a poniżej moja interpretacja ;-)
Haft krzyżykowy
Kanwa: 34 oczka na 10 cm, kolor ecru
Kolory: DMC
Passe-portout wykonane samodzielnie z tekturki i serwetki ;-)
Oprawa amatorska z gotowej ramki na zdjęcie ;-)
Wzór kurki z Creation Point de Croix
Sentencja: przysłowie polskie (podobno) - dodanie jej, to moja inwencja twórcza
(nie przemyślałam jednak dobrze jej rozmieszczenia i nie wyszła na środku w poziomie)
Subskrybuj:
Posty (Atom)














































